piątek, 13 września 2019

Sądownictwo do poprawki

Według oficjalnych statystyk od 1989 roku w Stanach Zjednoczonych obalono 2450 niesłusznie wydanych wyroków skazujących. Zanim jednak udało się naprawić sądowe pomyłki, niewinni ludzie odsiedzieli łącznie ponad 20 tys. lat więzienia…

W tych statystykach jak w soczewce skupiają się nierówności społeczne i rasowe. Prawie połowa niesłusznie skazanych to Afroamerykanie, z reguły są to również osoby o bardzo niskich dochodach.

Ułomności amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości kłują w oczy.
/cytaty za dwutygodnikiem „Forum” z 14.08.2019 r./

czwartek, 15 sierpnia 2019

Lekcje na XXI wiek

Pod koniec XX wieku wydawało się, że wielkie ideologiczne bitwy między faszyzmem, komunizmem i liberalizmem zakończyły się druzgocącym zwycięstwem tego ostatniego. Można sądzić, że ustrój demokratyczny, prawa człowieka i kapitalizm wolnorynkowy muszą podbić cały świat. Jak zwykle jednak historia skręciła w nieoczekiwanym kierunku i po upadku faszyzmu oraz komunizmu to liberalizm znalazł się w kropce.

Jednak od czasu globalnego kryzysu finansowego z 2008 roku, ludzie na całym świecie odczuwają coraz mocniejsze rozczarowanie liberalną opowieścią.

Inni doszli do wniosku (słusznie lub nie), że liberalizacja i globalizacja to potężny przekręt wzmacniający pozycję maleńkiej elity kosztem mas.

W przeszłości zdobyliśmy władzę oddziaływania na otaczający nas świat i przekształcania całej planety. Nie rozumieliśmy jednak złożoności globalnej ekologii, dlatego dokonując różnych zmian, nieumyślnie zakłóciliśmy cały system i obecnie stoimy w obliczu ekologicznej katastrofy.

Bez zabezpieczeń społecznych oraz odrobiny równości ekonomicznej wolność nic nie znaczy.

Pewne grupy coraz bardziej monopolizują owoce globalizacji, podczas gdy całe miliardy ludzi pomija się przy ich podziale. Już dzisiaj najbogatszy 1 procent posiada połowę bogactwa świata. Co jeszcze bardziej niepokojące, 100 najbogatszych ludzi posiada w sumie większy majątek niż cztery miliardy najuboższych.

We wszystkich spokojnych, bogatych i liberalnych krajach, takich jak Szwecja, Niemcy i Szwajcaria, istnieje silne poczucie nacjonalizmu. Na liście krajów, którym brakuje zdrowych więzi narodowych, znajdziemy Afganistan, Somalię, Kongo i większość innych państw upadłych.

W 2016 roku, mimo wojen w Syrii, na Ukrainie i w kilku innych punktach zapalnych, mniej ludzi zginęło w wyniku ludzkiej przemocy niż z powodu otyłości, wypadków samochodowych lub samobójstw.

Problem polega na tym, że świat jest znacznie bardziej skomplikowany niż szachownica, a ludzka racjonalność nie wystarcza do tego, by naprawdę go zrozumieć.

Kto mógłby być szczęśliwy bez miłości, przyjaźni i wspólnoty? Jeśli ktoś prowadzi samotne, skupione na samym sobie życie, niemal na pewno będzie nieszczęśliwy.

Tymczasem w XXI wieku zalewają nas olbrzymie ilości informacji i nawet cenzorzy nie próbują tego przepływu blokowa. Zajmują się za to szerzeniem dezinformacji albo rozpraszaniem naszej uwagi rzeczami nieistotnymi.

Władze państwowe nie mogą liczyć na to, że uda im się ukryć wszystkie niewygodne informacje. Ale też zatrważającym łatwo daje się zasypywać społeczeństwo sprzecznymi doniesieniami i zajmować je tematami zastępczymi.

Jednym kliknięciem można uzyskać dostęp do niezliczonych innych rzeczy, co utrudnia skupienie, a gdy polityka albo nauka wydają się zbyt skomplikowane, powstaje pokusa, by zacząć oglądać jakieś filmiki ze śmiesznymi kotkami, czytać plotki na temat celebrytów albo zanurzyć się w pornografię.

Zamiast coraz większej ilości informacji ludziom potrzebna jest zdolność ich rozumienia, odróżniania tego, co ważne, od tego, co nie, przede wszystkim zaś zdolność łączenia wielu bitów informacji w szerzy obraz świata.

[Ponura prognoza:]
Całe bogactwo i cała władza mogą się skupić w rękach wąskiej elity, podczas gdy większość ludzi będzie cierpiała nie z powodu wyzysku, lecz z powodu czegoś znacznie gorszego – z powodu braku znaczenia.
fragmenty książki N.Harari: „21 lekcji na XXI wiek”
 [Wytłuszczenie moje]

poniedziałek, 29 lipca 2019

niedziela, 28 lipca 2019

Dziwna logika

Inaczej myślących, nie podzielających moich poglądów mam w nosie, nie mam zamiaru się z nimi liczyć, ich punkt widzenia, świętości, wrażliwość, uczucia nic mnie nie obchodzą. Prawa ich mam w głębokim poważaniu. Nimi samymi wręcz gardzę.
Ale, zupełnie mi to nie przeszkadza domagać się od nich szacunku dla mnie samego!
Dziwne, wbrew logice, ale taka to „racjonalność”.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Klęska Solidarności

Po 1989 roku polska elita, w tym wielu przywódców „Solidarności”, wkroczyła w nową epokę z przekonaniem, że ludzie pracy stali się nowym wrogiem. Po pierwsze, były to postulaty minimalizujące wpływy pracowników w miejscu pracy, jak zawarcie w ustawie o prywatyzacji wymogu likwidacji rad pracowniczych, ograniczenia zakresu spraw, które mogą być przedmiotem debaty między związkiem zawodowym a kadrą zarządzającą. Po drugie, media nieustannie zalecały poparcie, cierpliwość i przyzwolenie jako właściwe reakcje emocjonalne na katastrofalną depresję gospodarcza, jaka nastąpiła po 1989 roku. W relacjach prasowych o robotniczych protestach przedstawiano działaczy jako irracjonalnych narwańców, a skargi z powodu poczynań rządu interpretowano jako przejawy niezadowolenia, którego adresatem był „naprawdę” dawny reżim, aktualnie demontowany.
Ci sami intelektualiści, którzy w 1980 roku wybielali robotników, dziesięć lat później dokładali wszelkich starań, żeby zaszargać ich imię. „Klasa robotnicza” i ludzie pracy stali się bowiem dla nich przeszkodą w budowaniu nowego porządku, przeszkodą na drodze do postępu i rozumu.
Po przejęciu władzy i wprowadzeniu radykalnej reformy rynkowej kierownictwo „Solidarności” nie chciało już zmobilizowanego społeczeństwa obywatelskiego.
Podobnie jak w początkach epoki komunizmu nowy rząd z definicji uznano za sprzyjający ludziom pracy.
Ruch społeczny („Solidarność”) włączył się bowiem w budowanie gospodarki rynkowej, a nie obronę ludzi pracy w tym gospodarczym systemie.
Przywództwo „Solidarności”, zmieniwszy poglądy na stosunki między światem pracy a demokracją, a także koncepcję demokracji – dawna zakładała szerokie uczestnictwo polityczne, obecna kładła nacisk na kierowniczą rolę elit oraz gospodarkę kapitalistyczną – wiele wysiłku skupiało w 1989 roku na tym, by nie dopuścić do zmobilizowania się robotników jako grupy społecznej.
Tak więc w obu grupach – działaczy związkowych i szeregowych członków związku – możemy zaobserwować wiarę w świętość prawa własności. Prawo do zarządzania wynika z własności, nie z faktu zatrudnienia w firmie. Pracowniczy w firmach prywatnych nie powinni mieć zbyt wiele praw, ponieważ nie są ich właścicielami.
Bez sprzeciwu (związkowcy) zaakceptowali wprowadzenie przez dyrekcje serii nowych technik „zarządzania zasobami ludzkimi”, wyraźnie mających na celu propagowanie rywalizacji w firmie i osłabianie poczucia wspólnoty między pracownikami. Techniki te zawitały do Europy Wschodniej wraz z oficjalnymi zachodnimi programami pomocy. Na przykład wysokość płac, stała się teraz przedmiotem osobistych, prywatnych rozmów między pracodawcą a zatrudnionym. Premie, traktowane od lat 70. jako zasadniczy składnik wynagrodzenia i zagwarantowane dla wszystkich, były obecnie pod bezpośrednią kontrolą dyrekcji. Związki w coraz większym stopniu eliminowano z procesu podejmowania decyzji w przedsiębiorstwach, czemu związkowcy kibicowali.
Robotnicy chcieli ochrony przed zwolnieniami, tymczasem „Solidarność” zadowalała się negocjowaniem warunków zwolnień.
Zasadnicza kwestia polega na tym, ze obronę liberalizmu politycznego grupa ta połączyła obecnie ze zwycięstwem liberalizmu gospodarczego. W jej przekonaniu realizacja wzniosłych ideałów praw człowieka i społeczeństwa obywatelskiego zależała przede wszystkim od wykorzenienia własności państwowej, rządowych dotacji wprowadzenia gospodarki kapitalistycznej z surowymi ograniczeniami wydatków budżetowych.
Zarówno Mazowiecki jak i Wałęsa (czyli liberałowie i nacjonaliści jak zaczęto ich nazywać) opowiadali się za prywatyzacją, słabymi związkami zawodowymi, zwiększeniem roli menadżerów i szybkim rozwojem gospodarki rynkowej.
Stopniowo zaczął się objawiać nowy intelektualny konsensus: podstawą demokracji nie są aktywni obywatele, jak twierdzono od połowy lat 70. do 1981 roku, ale własność prywatna i wolny rynek.
Polityka gospodarcza pod rządami prezydenta Wałęsy nie różniła się od tej pod rządami premiera Mazowieckiego. Choć w swej retoryce Wałęsa nie pozostawiał na strategii Mazowieckiego suchej nitki, nie odwołał ze stanowiska jej autora, ministra finansów Leszka Balcerowicza. Na premiera wybrał liberała, zwolennika wolnego ryku Jana Krzysztofa Bieleckiego. Nawet tak bardzo krytykowany podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń został utrzymany.
Krótko mówiąc, „Solidarność” [autor ma na myśli AWS], znalazłszy się u władzy, sprawiała wrażenie, jakby nauczyła się od Unii Wolności nie tego, co należałoby: wprowadziła ustawy, które nieźle się prezentowały i odpowiadały życzeniom zachodnich instytucji finansowych, ale nie przejmowała się ich konsekwencjami dla społeczeństwa.
Solidarność” roztrwoniła swoje atuty, ponieważ konsekwentnie odmawiała działania – a nawet nie chciała udawać, że działa – w roli obrońcy interesów świata pracy.
Bezrobocie w Polsce (wg GUS):
1991– 11,8%
2003 – 20%
Jak się jednak starałem dowieść w książce, problemy ludzi pracy są nieodłącznie związane z kwestią demokracji. Skutki dla demokracji okazały się jeszcze istotniejsze. Z powodu słabości podziałów klasowych życie polityczne przybrało kierunek zdecydowanie antyliberalny, powstała demokracja, w której konflikty społeczno-ekonomiczne rozgrywano wokół tożsamości, a nie interesów, przy czym druga strona była definiowana nie jako oponent ale obcy. Elity wolnorynkowe zawsze eksponują uniwersalizm, czyli pogląd, zgodnie z którym interesy biznesu są interesami całego społeczeństwa. W systemie, w którym miejsca pracy powstają głównie dzięki prywatnym inwestycjom, pogląd ten ma przewagę, że sprawia wrażenie zgodnego ze zdrowym rozsądkiem. Jeżeli źródła utrzymania robotników zależą od ludzi bogatych decydujących się założyć firmy, które tych pierwszych zatrudnią, ich interesy naprawdę są ściśle związane z bogaczami. O szerokim rozpowszechnieniu tej logiki świadczą regularnie powtarzane nawoływania – zarówno w słabo, jak się wysoko rozwiniętych społeczeństwach kapitalistycznych – do obniżenia podatków płaconych przez bogaczy. Apele takie byłyby nie do pomyślenia w demokratycznych systemie politycznym, gdyby nie przeważało założenie, że interesy prywatnego kapitału pokrywają się z interesami wszystkich członków społeczeństwa.
Z drugiej strony narracje klasowe leżą w interesie ludzi pracy dlatego, że pozwalają im przeciwstawić się twierdzeniom elity, iż realizacja jej interesów przynosi korzyści każdemu. Ukazanie, że kapitaliści stanowią szczególną, a nie uniwersalną klasę, jest podstawą do ukonstytuowania się ludzi pracy w klasę liczniejszą i bardziej produktywną niż kapitał, a tym samym zasługującą na większy udział we wspólnym bogactwie.
Łącząc społeczeństwo burżuazyjne z obywatelskim – czyli utrzymując, że radykalny liberalizm gospodarczy (w europejskim rozumieniu gospodarki wolnorynkowej) jest podstawą liberalizmu politycznego – nowa elita dopuściła do tego, że ci, którzy nie zgadzali się z tym pierwszym, odrzucili również drugi. Interpretując oficjalnie opór wobec terapii szokowej jako opozycję wobec liberalizmu politycznego, liberalna elita wykreowała przeciwników tego ostatniego.
/fragmenty książki David Ost „Klęska Solidarności”, 2005/