Opozycji - tej
pretendującej do odzyskania władzy - najbardziej jedno się udało.
Otóż sprawić wrażenie, że ci którzy są z nią, to wyraźnie
lepsza część społeczeństwa: bardziej inteligentna, wykształcona
i - zważywszy na potworności wyprawiane przez PiS - moralnie
zdrowsza.
Jest w tym ziarno prawdy,
ponieważ za poprzednich rządów najgorzej mieli zwykli zjadacze
chleba, na etatach, bez specjalistycznego wykształcenia, emeryci.
Pracodawcy (więksi), kadra zarządcza, wzięci specjaliści źle nie
mieli, nawet całkiem dobrze.
A więc „kupą mości
panowie”, wiadomo, że mamy rację. Tylu ludzi wykształconych,
artystów by się myliło? Stąd powielanie „prawd” zapodanych
przez bardzo sprzyjające opozycji media: popularną telewizję,
znany dziennik, tygodniki. I przede wszystkim non-stop sączone
„fakty” do tak obecnie popularnych internetowych portali
społecznościowych.
Niestety ostatnie dekady
nie wykształciły człowieka myślącego samodzielnie i w sposób
krytyczny. Raczej wyhodowano rodaka, który prawie nie czyta, wiedzę
czerpie niemal wyłącznie z sieci, karmi się „objawieniami”
podsuwanymi mu przez media. Wielu nie wychodzi poza swoje ulubione
portale. Już do rangi symbolu urosły takie witryny jak Tik-Tok czy
Pudelek. To, że formalnie poziom wykształcenia (licząc
„magistrów”) w wolnej Polsce się zwiększył o niczym nie
świadczy.
Następnie opozycja tworzy
mit, że tylko my, sami nazywając się „demokratami” jesteśmy
kontynuatorami walki Solidarności o wolność i demokrację. A
manipulacje pisowskie chcą nam tę wolność i niezależność
odebrać. My kombatanci nie dopuścimy do tego. To my i tylko my
jesteśmy kontynuatorami dziedzictwa Sierpnia 80.!
Należy tu wspomnieć, iż
postulaty lat 80. nie dotyczyły modelu polityczno-ekonomicznego,
lecz sprawiedliwości społecznej, właściwej dystrybucji dóbr,
poprawienia warunków bytowych pracownika najemnego et cetera.
Przede
wszystkim, już w latach 90. po dojściu do władzy elit
solidarnościowo-opozycyjnych, szybko hasła „solidarnościowe”
zastąpiono hasłami typowymi dla liberalnej gospodarki
wolnorynkowej. Odtąd większe prawa wynikały z większej własności.
Bardzo
trafnie w swoich publikacjach ujął to prof. David Ost, cytuję:
„Podobnie jak w początkach epoki komunizmu nowy rząd z definicji
uznano za sprzyjający ludziom pracy. Ruch społeczny [Solidarność]
włączył się bowiem w budowanie gospodarki rynkowej, a nie obronę
ludzi pracy w tym gospodarczym systemie”.
Ten
sam badacz zauważył, iż „Liberalizm stał się ideologią
władzy”. A inny wprost stwierdził „Zbudowali socjalizm dla
bogatych i kapitalizm dla biednych”.
Z
kolei już w 1996 r. Jan Paweł II podczas pielgrzymki w ojczyźnie
przestrzegał: „Nie ma wolności bez solidarności” (tym razem
przez małe „s”).
Tu
dygresja. Od 30 lat zastanawiam się, dlaczego w Polsce w początkach
lat 90. ale też później, nie przeprowadzono żadnej poważnej
debaty publicznej na temat kształtu państwa jakiego życzy sobie
większość obywateli!
Nietrudno
dostrzec, że dojście do władzy PiS dokonało się właśnie
dlatego, że z dobrodziejstw systemu korzystały dość wąskie
elity, a wielu reprezentantów mniej intratnych zawodów znajdowało
się na chronicznym marginesie społeczno-finansowym. A nawet całe
grupy społeczne. Świetnie za to przedstawiały się podobno
wskaźniki ekonomiczne... W tym kontekście, „rewolucję PiS”
można widzieć jako normalną reakcję na niedoskonały system,
który osiadł pod koniec lat 90. i w zasadzie do 2015 r. nie uległ
istotnym zmianom!
Zaciekli przeciwnicy PiS
chcieliby za wszelką cenę zachować status quo. Przypominają pod
tym względem byłych komunistów, którym jeszcze w latach 80.
wydawało się, że rewolucja Solidarności zniszczy idee według
nich sprawiedliwego systemu – choć popełniano błędy –
opartego o przewodnią rolę partii.
Należy nadmienić, iż
wielu działaczy upadającego wówczas systemu nakazowo-rozdzielczego
uznało „znaki czasu” i potrafiło odejść od wpływów i
znaczenia z honorem. Wielu dzisiejszym „kombatantom demokracji”
przychodzi to jak widać z większym trudem.
W tym miejscu należy
zwrócić uwagę, iż w kraju nie toczy się żadna walka o wolność,
tylko istnieje spór kulturowo-cywilizacyjny, który na Zachodzie
trwa już od lat.
Drugim kołem napędowym
wykorzystywanym bez skrupułów przez opozycję, tę w pretensjach,
jest wieczne niezadowolenie rodaków ze swojego państwa, z
rządzących. Historia tego zjawiska jest długa. „Tylko
rozkradają, na szczytach władzy panuje kolesiostwo, nie mają
dobrych intencji, prywata przede wszystkim. A biednemu zawsze wiatr w
oczy.”
Zaufanie obywatela do
państwa także w wolnej Polsce, o czym świadczą przeprowadzane
parę lat temu badania, nie wzrosło (ciekawe dlaczego :). Opozycja
świetnie o tym wiedząc, w zasadzie nic innego nie robi od 26
października 2015 roku, jak te resztki zaufania podkopuje. I należy
przyznać, osiąga tu sukcesy. Ale. Nie trzeba być prorokiem, iż to
polityka krótkowzroczna. Prędzej czy później, każde rządy
przeminą a współczesne państwo bez choćby minimum zaufania do
niego obywateli (i na odwrót) będzie państwem pozornym. Sprawne
współczesne państwo nie może się obyć bez zaufania własnych
obywateli. Takie państwo po prostu nie działa, nie będzie
skuteczne w wypełnianiu swoich funkcji.
Patrząc z perspektywy już
dekad, postrzegam, że i druga strona też tworzy swoistą narrację
mijając się z istotą rzeczy.
Strona nazwijmy ją
konserwatywna, upatruje niewłaściwy sposób przeprowadzenia
transformacji ustrojowej i potem błędną politykę kolejnych rządów
w agenturze służb dawnego porządku. A więc Polska nie sprostała
zadaniom sprawiedliwego państwa, w którym sposób dzielenia dochodu
byłby bardziej równomierny, zadowalał większe grupy społeczne.
Jednym słowem sugerują, że kraj nie rozwijał się tak jakby mógł,
gdyby komuniści i ich pobratymcy nadal nie trzymali w swoich rękach
władzy i pieniędzy.
Moim zdaniem to jest
interpretacja zaciemniająca istotę rzeczy. Transformacja była
niezbędna, musiała się odbyć w sposób mniej lub bardziej szokowy
dla społeczeństwa, szczególnie tych uboższych warstw (bo
przeważnie koszty zmian zawsze ponoszą najbiedniejsi). Natomiast
można mieć żal, iż w zasadzie do 2015 roku kierunek polityki
wewnętrznej, społecznej (jeśli takowa była?) pozostawał
niezmienny. Aż można się dziwić, że Kaczyński dopiero po
ćwierć wieku doszedł do władzy.
Jednym słowem, nie tyle
upatrywałbym słabości państwa w tym, iż nie usunięto
„komunistów” (tak naprawdę komuniści to byli w latach 50-60.)
co w tym, iż nowi decydenci przyjęli liberalny model państwa. I
trwali w nim do końca, mimo formalnie zmieniających się rządów.
W mojej ocenie, za stan
kraju odpowiadały rządy o niezmiennej aż do 2015 roku proweniencji
liberalnej! Chyba, że uwierzymy, iż głównym celem byłych
komunistów, tak, pewnie mających jeszcze wpływ na nową władzę,
było doktrynalne trzymanie się liberalnych zasad w gospodarce i
życiu społecznym!
Wiele do życzenia po
ćwierć wieku wolności, pozostawiała wciąż sytuacja
mieszkaniowa, służba zdrowia, wymiar sprawiedliwości, a także
jakość instytucji państwowych. A właśnie stykając się jako
obywatel z instytucją, ten pierwszy wyrabiał sobie ocenę całego
obowiązującego realnie systemu.
Sporo się udało, ale
wiele nie. Stąd nadszedł czas na zmianę priorytetów i wreszcie,
bo sama „niewidzialna ręka rynku” różnic społecznych nie
zniwelowała, na tworzenie zrębów polityki społecznej.
Ma więc i Kaczyński
prawo powoływać się na dziedzictwo Sierpnia 80., twierdząc iż
dopiero jego polityka daje szanse zrealizowania pamiętnych
postulatów, marzeń o sprawiedliwym i przyjaznym dla obywatela
państwie, czyli mówiąc w skrócie do dokończenia rewolucji
Solidarności!
Opozycja rości sobie
moralne prawo do totalnej krytyki, bo... według nich dzieją się
rzeczy straszne: trybunał, sądy, Konstytucja, praworządność.
To ja zadam także pytanie
natury moralnej. Gdzie oni byli? Tak, gdzie byli „demokraci”,
kiedy:
przeprowadzano
dziką reprywatyzację
bezkarnie
działali tzw. czyścicieli kamienic
likwidowano
posterunki policji
likwidowano
połączenia kolejowe i autobusowe skazując tym samym wiele rejonów
kraju na peryferie, margines społeczno-kulturalno-gospodarczy
obywatel
pozbawiony był jakiejkolwiek ochrony ze strony państwa (sądowe
wyroki nierychliwe i nierzadko niewiele mającego wspólnego z
poczuciem elementarnej sprawiedliwości)
obywatel
nie miał żadnego realnego wsparcia, gdy niekoniecznie ze swojej
winy znalazł się w - trudnej sytuacji (stracił pracę, podupadł
na zdrowiu)
podnoszono
wiek emerytalny (w przypadku kobiet o 5 lat!)
podwyższano
VAT
obowiązywały
umowy śmieciowe
stawka
godzinowa wynosiła 3 zł
bezrobocie
było na poziomie 20,00% (2003) –12,5% (2014) (w 2020: 3%; 2021:
6%)
minimalna
płaca wynosiła 800,00 brutto! (2003) – 1.680,00 (2014) - (w
2021: 2.800,00)
przeciętne
wynagrodzenie w gospodarce narodowej wynosiło 3.783,46 zł (2014) –
(2021: 5.662,53 zł)
państwo
było bierne i słabe (przez niepodejmowanie działań stwarzało
doskonałe pole aktywności dla rożnych naciągaczy i oszustów,
przykład: Amber Gold)?
Dlaczego
milczeli przez ćwierć wieku?
sierpień 2023